Książka Agnieszki Frączek opowiada o dzieciństwie i młodości Juliana Tuwima, zanim został on jednym z najbardziej znanych polskich poetów. Autorka przedstawia przyszłego pisarza jako niezwykle pomysłowego, ciekawskiego i energicznego chłopca, który co pewien czas całkowicie pochłaniał się nowym zainteresowaniem. Swoje kolejne pasje Julian nazywał „bzikami”.
Julian Tuwim przyszedł na świat 13 września 1894 roku w Łodzi. Jego rodzicami byli Adela i Izydor Tuwimowie. Zastanawiali się oni, kim ich syn zostanie w przyszłości. Brali pod uwagę zawód lekarza, adwokata albo pracownika banku, ponieważ właśnie w banku pracował ojciec Julka.
Pan Izydor znał kilka języków obcych, natomiast pani Adela interesowała się muzyką i poezją. Śpiewała synowi, grała mu utwory Fryderyka Chopina i od najmłodszych lat czytała wiersze. Nie wybierała wyłącznie prostych utworów przeznaczonych dla dzieci. Sięgała również po poważniejszą poezję, którą wcześniej przepisywała do własnych zeszytów. Julek słuchał jej z zainteresowaniem, chociaż początkowo nic nie zapowiadało jeszcze, że sam zostanie poetą.
Dorastający Julek był bardzo ruchliwy i stale wpadał na niezwykłe pomysły. Każdemu nowemu zajęciu oddawał się z ogromnym zapałem. Jednym z jego najważniejszych zainteresowań stała się chemia, a szczególnie pirotechnika. Chłopiec urządził sobie niewielkie laboratorium na drewnianym stołku stojącym w kącie kuchni. Gromadził rozmaite buteleczki, proszki, zioła i substancje kupowane w aptece, a następnie mieszał je ze sobą i sprawdzał, co z tego powstanie.
Pewnego dnia połączył saletrę, siarkę i tajemniczy żółty proszek. Przygotowana przez niego mieszanina wybuchła. W mieszkaniu pojawiły się huk, dym i zapach siarki, a sam eksperymentator dotkliwie poparzył sobie rękę. Domowe sposoby nie przyniosły mu ulgi, dlatego konieczna okazała się wizyta u lekarza. Doktor posmarował oparzenia maścią, zabandażował dłoń i nakazał Julkowi przez tydzień nosić rękę na temblaku.
Wypadek nie odebrał chłopcu ciekawości świata, ale rodzice nie zamierzali pozwalać mu na dalsze niebezpieczne doświadczenia. Julek szybko znajdował jednak kolejne zajęcia. Budował skomplikowane urządzenia z deseczek, patyków, sznurków, blaszek, pokrywek i różnych znalezionych przedmiotów. Jego maszyny zazwyczaj nie miały praktycznego zastosowania, lecz ich konstruowanie pozwalało mu rozwijać wyobraźnię i pomysłowość.
W dzieciństwie Julian chciał również zostać strażakiem. Razem ze swoim przyjacielem Maksem urządzał zabawy, podczas których chłopcy wyobrażali sobie, że gaszą pożary i ratują ludzi. Jedna z takich zabaw mogła zakończyć się niebezpiecznie. Julek postanowił spuścić Maksa przez okno na sznurze. Na szczęście dorośli w porę zauważyli, co robią chłopcy, i nikomu nic się nie stało.
Julian interesował się także przyrodą. Podczas wakacji spędzanych z rodziną w Inowłodzu łapał zaskrońce i jaszczurki. Część zwierząt przywiózł do Łodzi i umieścił w przygotowanym przez siebie terrarium. Hodowla szybko się jednak rozrastała, a gady zaczęły wywoływać niepokój domowników i gości. Niektóre wydostawały się ze swojego pojemnika i pojawiały w najmniej oczekiwanych miejscach. Szczególnie przerażona była pewna dama odwiedzająca Tuwimów. Ostatecznie Julek musiał wynieść zwierzęta z domu i wypuścić je w parku.
Chłopiec przechodził też okres fascynacji magią, niezwykłymi przedmiotami i tajemniczymi właściwościami kamieni. Zbierał wszystko, co wydawało mu się osobliwe, rzadkie albo trudne do wyjaśnienia. Kolejne „bziki” pojawiały się i przemijały, lecz każdy z nich ćwiczył jego spostrzegawczość, wyobraźnię i umiejętność dostrzegania niezwykłości w zwyczajnych rzeczach.
Julian nie był jednak wzorowym uczniem. Największe trudności sprawiała mu arytmetyka. Chłopiec nie rozumiał liczb i działań, popełniał błędy oraz otrzymywał złe oceny. Nauczyciele nie zawsze doceniali także jego oryginalne odpowiedzi i nietypowy sposób myślenia. Julek obawiał się reakcji rodziców, którzy regularnie sprawdzali jego szkolne postępy.
Po otrzymaniu kolejnej złej oceny postanowił uciec z domu. Najpierw chciał wyjechać aż do Ameryki. Szybko przekonał się jednak, że nie ma pieniędzy ani możliwości odbycia tak dalekiej podróży. Sprzedał swoje śniadanie tragarzowi, a za zdobyte pieniądze kupił bilet kolejowy do Sieradza. Mieszkała tam jego lubiana ciotka Rozalia.
Niespodziewane przybycie chłopca bardzo zdziwiło ciotkę. Rozalia zaczęła wypytywać go o powód wizyty i szybko odkryła, że uciekł z powodu kłopotów w szkole. Wysłała do jego rodziców depeszę, aby uspokoić zaniepokojoną rodzinę. Następnego dnia odesłała Julka do Łodzi. Ucieczka nie uwolniła go od problemów – musiał wrócić do szkoły i nadal zmagać się z matematyką.
Z czasem Julian znalazł zainteresowanie, które nie minęło tak szybko jak poprzednie. Były nim książki. Chłopiec odwiedzał księgarnie, targi i antykwariaty. Szukał zwłaszcza dziwnych, rzadkich i nietypowych publikacji. Gromadził książki o pchłach, myszach, szczurach, truciznach, zapachach, niezwykłych zwierzętach, magii i wielu innych osobliwych tematach. Niektóre sprowadzał nawet z zagranicy.
Podczas czytania Julek zwracał uwagę nie tylko na treść książek, ale również na występujące w nich słowa. Szczególnie interesowały go wyrazy rzadkie, zabawne, tajemnicze albo egzotyczne. Zapisywał je, porównywał i zastanawiał się nad ich brzmieniem. W ten sposób coraz większą rolę w jego życiu zaczęły odgrywać języki.
Łódź, w której dorastał, była miastem zamieszkiwanym przez ludzi różnych narodowości. Julek słyszał wokół siebie język polski, rosyjski, niemiecki i jidysz. Ta różnorodność bardzo go fascynowała. Postanowił nauczyć się liczyć w jak największej liczbie języków. Próbował również poznawać różne alfabety i sprawdzał, jak zapisuje się słowa w odległych częściach świata.
Jednym z najważniejszych językowych zainteresowań Juliana stało się esperanto. Był to język stworzony po to, aby ludzie pochodzący z różnych krajów mogli się łatwiej porozumiewać. Julek uczył się go z wielkim zaangażowaniem, a później próbował przekładać na esperanto utwory swoich ulubionych poetów. Jego zainteresowanie językami coraz wyraźniej łączyło się więc z fascynacją literaturą.
W końcu sam zaczął pisać wiersze. Początkowo nie chciał nikomu pokazywać swoich utworów. Zapisywał je w zeszytach i chował w zamkniętej szufladzie biurka. Kluczyk nosił przy sobie i pilnował, aby nikt nie odkrył jego tajemnicy.
Pewnego dnia kluczyk zaginął. Rodzina nie mogła otworzyć szuflady, dlatego wezwano ślusarza. Po rozwierceniu zamka oczom domowników ukazały się starannie zapisane zeszyty pełne wierszy. Rodzice byli bardzo zaskoczeni, ponieważ nie wiedzieli, że Julek zajmuje się poezją. Początkowo mogli przypuszczać, że pisanie jest tylko kolejnym z jego licznych „bzików”.
Tym razem zainteresowanie nie minęło. Julian wciąż pisał, rozwijał swój talent i coraz odważniej pokazywał utwory innym. Z czasem jego wiersze zaczęły ukazywać się w prasie. Tworzył nie tylko poezję, ale także piosenki, żarty, satyry i skecze. Zdobywał coraz większe uznanie czytelników i stał się jednym z najważniejszych polskich poetów XX wieku.
Historia Juliana Tuwima pokazuje, że droga do odkrycia własnego talentu może prowadzić przez wiele różnych zainteresowań. Chemiczne eksperymenty, hodowanie zwierząt, budowanie maszyn, zbieranie książek i poznawanie języków wydawały się niepowiązanymi „bzikami”. W rzeczywistości wszystkie rozwijały ciekawość, wyobraźnię i wrażliwość Julka. Dzięki nim nauczył się uważnie obserwować świat, bawić się słowami i dostrzegać rzeczy, których inni nie zauważali. To właśnie te cechy pomogły mu zostać poetą.







Fajna książka było bardzo dużo przygód.
Julian Tuwim urodził się w 1894 roku, jest błąd w tekście
Czeski błąd, poprawiliśmy. Dziękujemy za komentarz.