AKT I:

MARYJA

Odpocznę trochę Józefie drogi,

Bo już zmęczone są moje nogi.

Noclegu nie ma, droga daleka,

Czy na Jezusa nikt już nie czeka ?

Żeby tak chociaż szopa uboga,

Abym w spokoju powiła Boga,

Żeby tak chociaż strawy łyżeczkę,

Bym się posilić mogła troszeczkę.

 

JÓZEF

Już ja załatwię Bogu posłanie,

Chociażby w szopie, choćby na sianie.

A jak dostaniem już becikowe,

To mu sprawimy łóżeczko nowe.

Do gminy wniosek trza prędko składać,

Może nam będą 500 + dawać ?

Mam jako cieśla dochód niewielki

Więc szukać trzeba sposobów wszelkich

Aby poprawić byt Jezuskowi,

Co się nam wkrótce na Ziemi zrodzi.

 

MARYJA

Teraz nie pora na wyliczenia,

Kiedy ja padam już z wycieńczenia !

 

JÓZEF

Chodźmy więc szybko tu do tej wioski,

Może ktoś przyjmie wędrowców z troski,

Otworzy serce swe dla człowieka

I da posłanie i szklankę mleka.

Może udzielą nam tu pomocy ……

( rozlega się pukanie )

 

MIESZKANIEC WIOSKI:

A kto mnie budzi pośrodku nocy !

Tu dla włóczęgów miejsca nie mamy !

 

JÓZEF:

Chodźmy więc Mario, dalej szukamy …..

 

MIESZKANIEC WIOSKI II:

Czego szukacie wędrowcy drodzy?

Widać jesteście jak ja, ubodzy.

Miejsce dać mogę w szopie, na sianie,

Tam przygotujcie sobie posłanie.

 

MARYJA:

Nie trzeba więcej, nasz drogi panie !

 

JÓZEF:

Stokrotne dzięki za serce Twoje,

Żeś chciał przygarnąć rodzinę moją.

Za Twoje dobro Bóg ci odpłaci,

Bo ten kto daje, nigdy nie traci.

 

AKT II:

MACIEK

– Jakaż to gwiazda świeci na niebie

Budźże się Staszek, mówię do Ciebie

Kyrie elejson cóż to się dzieje

Jest środek nocy, a przecież dnieje!

 

STASZEK 

– Cóż ty gadasz w środku nocy?

 

MACIEK

– Jak nie wierzysz, otwórz oczy!

 

STASZEK

– Matko jedyna co tu się stało,

Ze na tym niebie tak zajaśniało.

Bierzemy trzodę, nogi za pas

I uciekajmy daleko w las.

 

MACIEK

– Tyś głupi chyba, co tu uciekać…

Trza by cierpliwie w miejscu poczekać

I choć ze strachu trzęsą się gacie

Ja nie uciekam… mój drogi bracie!

 

STASEK

Idą tu ku nam caluścy w bieli

Matko jedyna toć to anieli!

 

ANIOŁ 1

Nie uciekajcie nam proszę z drogi

Bo już zmęczone są nasze nogi.

Boening zepsuty, golfa zabrali

I Franciszkowi na ŚDM dali.

 

ANIOŁ 2

A nam kazali zasuwać z buta,

Cieszą się diabli… zwłaszcza Boruta.

 

ANIOŁ 3

– Dobrą nowinę dziś przynosimy,

bo narodziny Boga głosimy.

 

ANIOŁ 4

– Tu niedaleko w Betlejem mieście zrodził się Chrystus

Tam się pospieszcie.

 

STASEK

– Wstawaj Ignacy tyś jeszcze młody

Zostaniesz tutaj pilnować trzody.

A wy anieli się nie obraźcie …

zostańcie z młodym, pilnować każcie.

 

MACIEK

Wziąłby się za co nasze ladaco,

Lec zawsze mówi, ze nie ma za co.

Więc jak już trafia mu się robota,

To niech się do niej weźmie niecnota.

 

STASEK

A przy okazji se odetchniecie

Bo się skarżycie, że w butach gniecie…

 

ANIOŁ 5

To świetny pomysł! Zatem siadamy

Nic nie robimy. Odpoczywamy!

 

MACIEK

My piękne jagnię z sobą bierzemy

I na spotkanie z Bogiem idziemy.

dzieciątko witać w małej stajence,

I skromne dary złożyć w podzięce.

 

AKT III:

NARRATOR:

W tym samym czasie , gdy aniołowie

Na ziemię biegli z radosnym słowem,

Zdzierając mocno swe białe buty….

W piekła otchłani trwały dysputy.

 

DIABEŁ I:

Jesteśmy szefie na twe wezwanie …..

 

DIABEŁ II:

Czy znowu będzie jakieś kazanie ?

Nie mam ochoty dziś na zlecenia,

Gdy fajne rzeczy mam do zrobienia.

A Pokemona już w garści miałem !

Przez to wezwanie znowu przegrałem ….

 

LUCYFER:

Czy coś mówiłeś biesiku drogi ?

 

DIABEŁ II:

Nie, nie, to tylko ….. swędzą mnie nogi….

Gdy biegłem dzisiaj diabelską drogą,

To zahaczyłem niechcący nogą.

Kiedy upadłem całkiem bez sił,

Spadł na mnie chyba anielski pył.

No i wylazło mi uczulenie,

Na to nieszczęsne anielskie plemię.

Kicham co chwilę, męczy mnie chrypka,

No a do tego jeszcze wysypka …..

 

LUCYFER:

Kłamiesz biesiku, rosną Ci rogi !

Odwiedzisz za to dziś ziemskie progi.

 

DIABEŁ II

Nie chcę na ziemię, ja nie chcę , proszę !!!

 

LUCYFER;

Nie becz, mazgajów w piekle nie znoszę.

 

DIABEŁ II:

Ja nie kłamałem, prawdę mówiłem,

Że się z aniołem w drodze zderzyłem.

 

LUCYFER:

Prawda , nieprawda …. Nie ma znaczenia,

Na ziemi misję masz do spełnienia.

(  Diabeł zły odchodzi na ziemię  )

Misja na ziemi, misja na ziemi ( przedrzeźnia Lucyfera )

Mam tego dosyć, pora to zmienić !

Co ja mam zgrywać agenta Bonda ?

Na Borewicza też nie wyglądam .

 

DIABEŁ I:

Nie smuć się bracie, mówi się trudno,

Może tam wcale nie jest tak nudno.

 

DIABEŁ II:

Ech, cóż poradzić, na mnie już pora …

 

NARRATOR:

W ten oto sposób diabelska sfora

Uknuła spisek, aby na ziemi

Dobrych pastuszków w złych ludzi zmienić.

 

AKT IV:

NARRATOR:

Tymczasem nasi dzielni pasterze,

Zmierzają drogą, gdy …

 

STASZEK:

Ja nie wierze !

Maciek, chodź no tu, przyjrzyj się z bliska,

Bo mnie już chyba mylą oczyska.

To czarny jakiś, uchodźca może …..

 

MACIEK;

Niech no popatrzę …..

O dobry Boże !

I co my teraz z takim zrobimy ?

Przecie go tutaj nie zostawimy .

 

STASZEK:

Jak się dogadać z takim kamratem ?

Ja nie obyty z tym wielkim światem .

 

DIABEŁ II:

Kim wy jesteście ? dokąd zmierzacie ?

 

STASZEK:

Tyś jest swój widać ! nie trap się bracie !

My do dzieciątka razem idziemy,

Tylko chwileczkę z Tobą spoczniemy.

 

DIABEŁ II

Dzieciątko jakieś ? E tam, chwileczkę !

Może zagramy tu partyjeczkę ?

Dziecko nie zając, poczekać może,

A nam tak miło w trójkę na dworze .

 

MACIEK:

( przygląda się bliżej )

Boże mój drogi, ty widzisz bracie ?

Toż to sam diabeł w czystej postaci !

Kto cię tu przysłał, wartko masz gadać

Tylko nie próbuj się tu wymawiać.

Bo potraktuję wodą święconą,

Zrosną ci skrzydła zamiast ogona !

 

DIABEŁ II:

Ech tam ….. i znowu wyszło …. szydło.

 

MACIEK:

Czekaj, no czekaj, weźmie się mydło,

I się wybieli chłopaka z deczka,

Zanim dojdziemy tam, do miasteczka.

A z Szydło, to Ty nie rób hałasu,

Jeszcze narobisz nam ambarasu.

Od polityki droga daleka,

Inna wędrówka nos teraz czeka.

 

DIABEŁ II:

Czyli przyjmiecie mnie w swoje progi,

Pomimo tego, że mam te rogi ?

 

STASZEK;

Kto by pomyślał, że czart przeklęty,

Będzie w pasterskie grono przyjęty.

Idziesz więc z nami powitać pana

I przed żłóbeczkiem paść na kolana.

 

AKT V:

KACPER: 

Cóż to za gwiazda świeci na niebie ?

Ejże, Baltazar , mówię do ciebie !

Już nawet wielbłąd Ci się przygląda !

 

BALTAZAR:

Zostaw w spokoju mego wielbłąda !

To gwiazda Kacprze, wskaże nam drogę

Do betlejemskiej stajni ubogiej.

 

MELCHIOR:

Nie ma Facebooka, zasięgu, sieci,

A tylko mała gwiazdka zaświeci,

I już wiadomo, gdzie zmierzać trzeba,

Gdzie dziecię leży dane nam z nieba.

 

BALTAZAR:

To lepsze bracie, niż GPS …

 

KACPER:

Ruszajmy zatem, późno już jest.

Droga przed nami jeszcze daleka,

A to dzieciątko w stajence czeka.

 

AKT VI:

NARRATOR:

Przy drodze, którą gwiazda wskazała,

Leży stajenka uboga, mała.

To w niej Maryja synka powiła,

W żłóbku, na sianku dziecię złożyła.

 

MARYJA:

Śpij już maleńki, niech ciemna nocka

Utuli doi snu, twe małe oczka.

Gwiazdki, co świecą wysoko na niebie,

Ślą dziś uśmiechy tylko do Ciebie.

 

JÓZEF:

Zobacz Maryjo, o tam, w oddali,

Jakieś światełko małe się pali.

Kim wy jesteście ?

 

MACIEK:

My ? pastuszkowie !

Przysłali nas tu trzej aniołowie.

 

JÓŻEF:

A ten tu …. czarny ? To diabeł przecie !

 

STASZEK:

Plątał się biedak po ziemskim świecie .

Trochę przestawić chciał boskie plany,

Ale na takich my sposób mamy !

 

MACIEK:

I już nie zrobi nam nic głupiego,

Bo zmądrzał trochę, co nie kolego ?

 

DIABEŁ 2:

Z wami zostanę, by owce pasać,

Watry pilnować, po halach hasać.

Już mi nie w głowie figle i psoty ….

 

STASZEK:

A nom się przyda ktoś do roboty

 

MARYJA:

Dobrzy z Was ludzie dobrzy pasterze,

Szczerego serca i mocni w wierze.

 

MACIEK:

Myśmy dzieciątko przywitać chcieli,

Jak nom kazali anieli w bieli.

Bogactwa drogi Jezu ni mamy,

Ale co mamy, to ci oddamy.

 

STASZEK:

Serduszka nasze, śwarną owieczkę

Wełny odróbkę, serka miseczkę .

Tobie dziś pokłon Jezu składamy,

I po góralsku tak zaśpiewamy .

 

JÓZEF:

Ktoś jeszcze ku nam zmierza z daleka ….

 

KACPER:

To my …. Witamy Boga – człowieka,

 

BALTAZAR:

Pokłon oddamy, bo on choć mały,

Bije od niego blask wielkiej chwały.

 

NARRATOR:

I tak historia o narodzeniu,

Jest opisana w tym przedstawieniu.

Czy było ładnie? oceńcie sami ….

Nie pogardzimy dzisiaj brawami.

Od nas przyjmijcie świąteczne życzenia,

Szczęścia i zdrowia, marzeń spełnienia.

 

Dorota Kluska 

Monika Grochowiecka