Szukaj na stronie

Postaw nam kawę

Układ Wpis bez znaku wodnego Tekst Główny 37

Zapisz się na newsletter

Zapisz się na newsletter aby otrzymywać informacje o nowościach (nie częściej niż) raz na dwa tygodnie.

Reklama

Lektura: Dziadek i niedźwiadek – streszczenie szczegółowe

„Dziadek i niedźwiadek” Łukasza Wierzbickiego to oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o niedźwiedziu Wojtku, który podczas II wojny światowej przemierzył z polskimi żołnierzami długą drogę z Persji aż do Europy. Historię zwierzęcia poznajemy dzięki wspomnieniom dziadka Natalki – jednego z żołnierzy opiekujących się Wojtkiem.

Spotkanie Natalki z niezwykłym niedźwiedziem

Opowieść rozpoczyna się w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu. Natalka przygląda się dużemu niedźwiedziowi brunatnemu syryjskiemu. Zwierzę przypomina jej pluszowego misia, którego dostała na urodziny, jest jednak od niego wielokrotnie większe.

Towarzyszący dziewczynce dziadek zna niedźwiedzia bardzo dobrze. Kiedy zwierzę podchodzi do ogrodzenia i przyjaźnie reaguje na jego obecność, Natalka domyśla się, że łączy ich niezwykła historia. Dziadek zaczyna więc opowiadać wnuczce o czasach wojny i o tym, jak poznał Wojtka.

Polscy żołnierze w Persji

W czasie II wojny światowej dziadek Natalki służył w polskiej armii utworzonej na terenie Związku Radzieckiego pod dowództwem generała Władysława Andersa. Wraz z innymi żołnierzami opuścił Związek Radziecki i dotarł do Persji, czyli dzisiejszego Iranu. Stamtąd polskie oddziały miały wyruszyć w dalszą drogę przez Bliski Wschód.

W kwietniu 1942 roku dziadek i jego kolega Staszek jechali wojskową ciężarówką przez góry. Podczas postoju zauważyli głodnego chłopca. Żołnierze poczęstowali go jedzeniem. Chłopiec trzymał worek, z którego dobiegały dziwne odgłosy. Okazało się, że w środku znajduje się mały niedźwiedź.

Zwierzę było bardzo młode i osierocone. Jego matka najprawdopodobniej została zabita przez myśliwych. Staszek oddał chłopcu żywność oraz swój scyzoryk, a w zamian otrzymał niedźwiadka. Żołnierze zabrali zwierzę do samochodu.

Malec był głodny, ale nie umiał jeszcze pić z naczynia. Żołnierze przygotowali mu mleko i zrobili prowizoryczny smoczek z butelki oraz kawałka materiału. Niedźwiadek szybko opróżnił butelkę, po czym zasnął najedzony i spokojny.

Pierwsze kłopoty z niedźwiadkiem

Żołnierze nie od razu wiedzieli, co zrobić ze zwierzęciem. Niedźwiedź nie był przecież zwyczajnym wojskowym podopiecznym. Potrzebował jedzenia, miejsca do spania i stałej opieki. Początkowo dziadek urządził mu legowisko, jednak zwierzę wolało przebywać blisko ludzi i nie zawsze chciało spać w przygotowanym dla niego miejscu.

Mały niedźwiadek był ciekawski i ruchliwy. Wspinał się, zaglądał do różnych zakamarków oraz interesował się wszystkim, co znajdowało się w obozie. Żołnierze zastanawiali się, czy nie pozostawić go u miejscowego pasterza. Kiedy jednak pojawili się z niedźwiedziem w pobliżu stada, owce i kozy wpadły w panikę. Pasterz nie chciał przyjąć zwierzęcia, dlatego żołnierze wrócili z nim do obozu.

Podczas ich nieobecności niedźwiadek zdążył narobić zamieszania. Przewrócił różne przedmioty, wystraszył kury i zainteresował się rozwieszonym praniem. Żołnierze musieli wyjaśnić dowódcy, majorowi Antonimu Chełkowskiemu, skąd wziął się w jednostce niedźwiedź.

Ku ich zaskoczeniu major nie kazał pozbyć się zwierzęcia. Niedźwiadek zaczął nawet bawić się z dowódcą i próbował z nim sił. Chełkowski uznał, że zwierzę może pozostać z żołnierzami, musi jednak otrzymać odpowiednie imię.

Po namyśle nazwano go Wojtkiem. Imię to pochodzi od imienia Wojciech, które można tłumaczyć jako „ten, który cieszy się z wojny” albo „wojownik przynoszący radość”. Pasowało ono do niedźwiedzia, ponieważ jego obecność poprawiała żołnierzom nastrój w trudnych czasach.

Życie Wojtka w wojskowym obozie

Wojtek szybko stał się ulubieńcem całej jednostki. Był karmiony między innymi mlekiem, owocami, miodem, syropem i marmoladą. Szczególnie lubił słodkie przysmaki. Chętnie zaglądał do wojskowej kuchni, licząc na dodatkową porcję jedzenia.

Niedźwiedź uwielbiał także kąpiele. W gorącym klimacie często wchodził pod prysznic lub pluskał się w wodzie. Zdarzało się, że zużywał zapasy wody potrzebne żołnierzom i osobom piorącym odzież. Jego wizyty w kuchni i pralni prowadziły do zabawnych sporów. Kucharz uważał, że Wojtek powinien dostawać więcej jedzenia, natomiast osoby odpowiedzialne za pranie narzekały, że zwierzę zużywa za dużo wody.

Wojtek dorastał wśród ludzi i zaczął naśladować ich zachowania. Stawał na tylnych łapach, maszerował razem z żołnierzami, siadał z nimi przy ognisku i chętnie podróżował wojskowym samochodem. Najbardziej lubił siedzieć w kabinie ciężarówki obok kierowcy. Gdy nie było tam miejsca, podróżował na skrzyni ładunkowej.

Niedźwiedź był bardzo silny, ale podczas zabawy potrafił zachowywać ostrożność. Urządzał z żołnierzami zapasy i udawane walki bokserskie. Często wygrywał, jednak nie chciał zrobić swoim opiekunom krzywdy. Kiedy słyszał muzykę, poruszał się w jej rytm, jakby tańczył.

Przyjaźń z psem Chipsem

Jednym z przyjaciół Wojtka został dalmatyńczyk Chips, należący do angielskiego oficera. Początkowo spotkanie psa z dużym niedźwiedziem budziło obawy żołnierzy. Okazało się jednak, że zwierzęta szybko się polubiły.

Chips i Wojtek wspólnie się bawili, biegali oraz odpoczywali. Pies nie bał się swojego znacznie większego towarzysza. Gdy Wojtkowi groziło niebezpieczeństwo lub znikał z pola widzenia, Chips swoim zachowaniem zwracał uwagę ludzi. Przyjaźń zwierząt pokazywała, że mimo różnic potrafiły sobie ufać i troszczyć się o siebie.

Wizyta w szpitalu dziecięcym

W czasie pobytu na Bliskim Wschodzie żołnierze odwiedzili polski szpital dziecięcy. Przebywały w nim dzieci osłabione chorobami, głodem i trudami wojennej wędrówki. Opiekowała się nimi między innymi znana artystka Hanka Ordonówna.

Dzieci były smutne i tęskniły za rodzinami. Kiedy zobaczyły Wojtka, początkowo niektóre z nich się przestraszyły. Niedźwiedź zachowywał się jednak spokojnie i łagodnie. Jego zabawne ruchy oraz przyjazne usposobienie szybko rozweseliły małych pacjentów.

Spotkanie z Wojtkiem sprawiło, że dzieci choć na chwilę zapomniały o chorobie i wojnie. Dla żołnierzy było to kolejne potwierdzenie, że niedźwiedź nie tylko sprawia kłopoty, lecz także przynosi ludziom radość i nadzieję.

Niedźwiedź Michał i małpka Kaśka

Wśród polskich żołnierzy pojawił się również drugi niedźwiedź, Michał. Był on jednak bardziej nieufny i agresywny niż Wojtek. Zwierzęta nie potrafiły żyć ze sobą spokojnie, dlatego dalsze trzymanie Michała w jednostce mogło być niebezpieczne.

Ostatecznie Michał trafił do ogrodu zoologicznego w Tel Awiwie. W zamian żołnierze otrzymali małpkę o imieniu Kaśka. Była niewielka, bardzo ruchliwa i wyjątkowo ciekawska. Wspinała się po samochodach, zabierała różne przedmioty i płatała żołnierzom figle.

Kaśka interesowała się także Wojtkiem. Siadała na jego grzbiecie, ciągnęła go za sierść i próbowała się z nim bawić. Niedźwiedź nie zawsze był zadowolony z jej zachowania, ale zazwyczaj znosił psoty małpki cierpliwie. Podczas dalszej podróży drogi Kaśki i Wojtka rozeszły się.

Wędrówka przez Bliski Wschód

Polscy żołnierze przemieszczali się przez Irak, Palestynę i Egipt. Wojtek cały czas podróżował wraz z nimi. Z małego niedźwiadka wyrósł na ogromne i silne zwierzę. Mimo to nadal zachowywał się jak członek wojskowej rodziny i ufał swoim opiekunom.

Żołnierze obchodzili na pustyni Boże Narodzenie. Nie mieli zwykłej choinki, dlatego udekorowali znaleziony na pustyni krzew. Ozdoby wykonali z dostępnych przedmiotów, między innymi wypolerowanych łusek i pocisków. Dla Wojtka przygotowano szczególny prezent – duży zapas jego ulubionej marmolady.

Święta spędzone daleko od Polski były dla żołnierzy trudnym i wzruszającym przeżyciem. Obecność Wojtka pomagała im jednak zachować pogodę ducha i poczucie wspólnoty.

Wojtek zostaje żołnierzem

W Egipcie oddział otrzymał rozkaz wyjazdu do Włoch. Żołnierze mieli dostać się tam statkiem. Podczas przygotowań pojawił się poważny problem: na pokład mogły wejść wyłącznie osoby należące do wojska. Przepisy nie pozwalały zabrać ze sobą zwykłego zwierzęcia.

Żołnierze nie zamierzali pozostawiać Wojtka. Postanowili więc oficjalnie włączyć go do swojej jednostki. Niedźwiedź stanął przed komisją wojskową i został wpisany na listę żołnierzy jako szeregowy Wojciech Miś. Otrzymał numer ewidencyjny, książeczkę wojskową i przydział do 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii.

Od tej chwili Wojtek nie był już formalnie maskotką ani zwierzęciem należącym do oddziału. Stał się pełnoprawnym żołnierzem. Dzięki temu mógł wejść na pokład statku i popłynąć wraz ze swoimi przyjaciółmi do Włoch.

Podczas podróży zachowanie wielkiego niedźwiedzia wzbudzało ogromne zainteresowanie marynarzy oraz innych żołnierzy. Wojtek przeżywał kolejne zabawne przygody, poznawał nowe otoczenie i obserwował morze. Jego opiekunowie musieli cały czas pilnować, aby ciekawość niedźwiedzia nie doprowadziła do kłopotów.

Wojna we Włoszech

Po przybyciu do Włoch 22. Kompania Zaopatrywania Artylerii przygotowywała dostawy dla oddziałów walczących na froncie. Polacy brali udział w działaniach związanych z bitwą o Monte Cassino. Toczyły się tam niezwykle ciężkie walki. Żołnierze musieli dostarczać walczącym amunicję, żywność i inne potrzebne materiały.

Wojtek obserwował ludzi noszących ciężkie skrzynie z samochodów do magazynów. Pewnego dnia stanął na tylnych łapach i wyciągnął przednie łapy, jakby chciał otrzymać ładunek. Żołnierze podali mu skrzynię.

Niedźwiedź chwycił ją i przeniósł we wskazane miejsce. Następnie wrócił po kolejną. Dzięki ogromnej sile mógł wykonywać pracę, która dla ludzi była bardzo wyczerpująca. Co ważne, nie upuszczał skrzyń i nie próbował ich otwierać.

Żołnierze byli zachwyceni jego pomocą. Wojtek pracował razem z nimi, przenosząc kolejne ładunki. Chociaż nie walczył z bronią w łapach, wspierał kompanię w zaopatrywaniu oddziałów biorących udział w bitwie.

Po zwycięstwie pod Monte Cassino wizerunek niedźwiedzia trzymającego pocisk artyleryjski stał się symbolem 22. Kompanii. Znak malowano na wojskowych samochodach i umieszczano na odznakach. Przypominał on o niezwykłym pomocniku żołnierzy.

Odpoczynek nad Adriatykiem

Po ciężkich walkach żołnierze otrzymali możliwość odpoczynku. Dziadek zabrał Wojtka nad Morze Adriatyckie. Niedźwiedź dostał tam dużo owoców, między innymi pomarańcze i winogrona, które były dla niego nagrodą za pracę.

Wojtek chętnie wchodził do wody i pływał. Jego ogromna, ciemna sylwetka widziana z daleka mogła wyglądać groźnie. Żołnierze pełniący służbę w pobliżu latarni morskiej zobaczyli w wodzie nieznane stworzenie i uznali je za morskiego potwora. Dopiero później zorientowali się, że tajemniczym zwierzęciem jest Wojtek.

Podczas podróży niedźwiedź i jego opiekunowie zatrzymywali się w różnych, niekiedy niezwykłych miejscach. Wojtek nadal wywoływał zdumienie wszędzie tam, gdzie się pojawiał. Trudno było uwierzyć, że ogromny niedźwiedź tak spokojnie podróżuje z żołnierzami i wykonuje ich polecenia.

Koniec wojny

W 1945 roku wojna w Europie dobiegła końca. Dla żołnierzy nie oznaczało to jednak natychmiastowego powrotu do domów. Wielu z nich nie mogło bezpiecznie wrócić do Polski. Nie wiedzieli, gdzie zamieszkają ani jak będzie wyglądała ich przyszłość.

Wojtek nadal pozostawał z kompanią. Żołnierze traktowali go jak przyjaciela i towarzysza wszystkich dotychczasowych doświadczeń. Niedźwiedź odbył wraz z nimi kolejną podróż morską, tym razem do Szkocji.

Polacy zamieszkali w obozie Winfield Park. Wojtek szybko stał się znany również wśród szkockich mieszkańców. Ludzie przychodzili go oglądać, przynosili mu smakołyki i słuchali historii o jego przygodach podczas wojny.

Trudna decyzja żołnierzy

Wojna się skończyła, a polskie oddziały miały zostać rozwiązane. Żołnierze musieli rozpocząć samodzielne życie. Nie mogli już dłużej trzymać Wojtka w wojskowym obozie.

Decyzja o rozstaniu była dla nich bardzo trudna. Wojtek wychował się wśród ludzi i był przyzwyczajony do obecności swoich opiekunów. Nie można było jednak wypuścić go na wolność. Nie potrafił samodzielnie zdobywać pożywienia ani żyć jak dziki niedźwiedź.

Generał Anders oraz żołnierze uznali, że trzeba znaleźć Wojtkowi bezpieczny dom. Najlepszym rozwiązaniem okazał się ogród zoologiczny w Edynburgu.

Wojtek trafia do zoo

W listopadzie 1947 roku żołnierze przywieźli Wojtka do edynburskiego zoo. Zanim zgodzili się go tam pozostawić, dokładnie ustalili warunki jego pobytu. Chcieli, aby miał duży wybieg, basen, odpowiednie jedzenie oraz troskliwą opiekę.

Poprosili również, aby w pobliżu nie umieszczano małp, ponieważ Wojtek miał już doświadczenia z niesforną Kaśką. Opowiedzieli pracownikom zoo, jakie przysmaki lubi niedźwiedź i jak należy się z nim obchodzić.

Żołnierze otrzymali dodatkowy klucz do wybiegu, dzięki któremu mogli odwiedzać dawnego towarzysza. Kiedy przychodzili i wołali Wojtka po polsku, niedźwiedź rozpoznawał ich głosy. Niektórzy dawni opiekunowie wchodzili nawet na wybieg, aby przywitać się z przyjacielem i ponownie się z nim pobawić.

Zakończenie opowieści dziadka

Wspomnienia dziadka dobiegają końca. Natalka rozumie już, dlaczego niedźwiedź znajdujący się przed nimi w zoo tak żywo zareagował na widok starszego mężczyzny. To właśnie Wojtek – dawny żołnierz 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii i przyjaciel jej dziadka.

Klucz, który dziadek zachował, przypomina o ich wspólnej przeszłości oraz niezwykłej więzi łączącej człowieka ze zwierzęciem. Dla innych osób Wojtek jest mieszkańcem ogrodu zoologicznego, ale dla dziadka pozostaje towarzyszem wojennej wędrówki i członkiem żołnierskiej rodziny.

Historia Wojtka pokazuje, że nawet w okrutnych czasach wojny mogą pojawić się dobro, przyjaźń i bezinteresowna troska. Niedźwiedź dawał żołnierzom radość, pomagał im przetrwać tęsknotę za domem i stał się symbolem ich wspólnoty. Polacy natomiast uratowali osierocone zwierzę, wychowali je i do końca dbali o jego bezpieczeństwo.

1 Komentarz

  1. pomocne po przeczytaniu lektury dzieki

    Reply

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *