W sobote pedpołde Zoa poszła z mam do salon rody py rliwej licy. J od prog słyszała mzyk i jała de lstro. mieta fryzjerka zaproła j na wygodny fotel i powiedziała, e ba noyczek. Najpierw myła dziewczynce włosy pancym szamponem, a pźej łoyła krtk gywk. Obok kosmetyczka malowała pa elee paznoke rowym lakierem i waliła jej liczny pieronek. W ke stał kosz z rczkami, a na płce leały grbe gebiee, sszarki i rne kremy. Zoa spojała na swoje odbie i a westnła z zawyt. znała, e o dłgiego czekaa, te jeszcze kiedy t wr.


