Wczoraj wczesnym rankiem wyrszylimy w dłg podr nad moe. Mama włoyła do dego plecaka kanapki, btelk sok i epły koc, ebym w łodnym pog. , oa małem wsta bardzo wczee. Pez okno widziałem mry, zielone wzga i wsk ek biegnc wrd pl. W pedziale edziała rwe miła pa z synkiem, ktry o piewał i miesze mieał. Gdy dojealimy na miejsce, słyszelimy szm fal i kyk mew. od raz wraca, wic poszlimy wzdł beg, zbierajc mszelki. Pźej zjedlimy obiad w małej gospodzie. Byłem zmczony, lecz szczliwy, bo ta podr okazała naprawd pygod.


