Główny bohater – Adam Cisowski – to chłopiec, który z powodzeniem rozwiązuje różne zagadki. Profesor Gąsowski, jego nauczyciel historii, zaprasza Adasia do wsi Bejgoła do domu swojego brata (matematyka), jego żony Ewy i ich córki Wandy, aby siódmoklasista rozwiązał zagadkę zaginionych drzwi. Adaś rozpoczyna śledztwo, podczas którego zostaje uwięziony przez złodziei. Na ich polecenie pisze list do państwa Gąsowskich.
Panna Wanda wpadła do pokoju [...], wołając z daleka:
– List! Jest list od Adasia.
– Chwała Ci, Panie Boże! – zawołał profesor.
– Jakiś nieznany człowiek go przyniósł i oddał ludziom na polu.
– A na odpowiedź nie czeka?
– Nie! Powiedział, że burza się zbliża, więc mu śpieszno… Niechże stryjaszek prędko czyta.
Matematyk machnął lekceważąco ręką na znak, że mało go zajmują listy młodych urwipołciów1, pani Gąsowska natomiast okazała żywe zainteresowanie.
Profesor zaczął czytać głośno, najpierw bardzo szybko, potem coraz powolniej. Skończył i spojrzał na wszystkich zdumionym wzrokiem.
– Dziwny list – rzekł po namyśle. – Jakiś sztuczny i wymyślny.
– O mnie nie raczył pamiętać! – zagrzmiał matematyk.
– Mniejsza o to! – rzekł profesor zniecierpliwiony. – Prawdę mówiąc, mógł napisać więcej. To serdeczne chłopczysko, a list jest niemalże oschły.
Odczytał go szeptem po raz drugi i nagle zakrzyknął:
– Ejże! Co to wszystko ma znaczyć?
– Co takiego, stryjaszku? – spytała panna Wanda z niepokojem.
– Adaś wie przecie, że nasza wieś zowie się Bejgoła? Wie czy nie wie? Czemu ją tedy nazywa „Ejgołą”? Ha!
Nikt mu tego nie umiał wytłumaczyć, dlaczego Adaś dopuścił się takiego zaniedbania czy roztargnienia.
– Bawi się, więc mu wyleciało z głowy! – huknął brodaty.
– On nie jest taki! Ejgoła… Ejgoła… Ale w tym liście dziwniejsze jeszcze znajdują się rzeczy. Powiedzcie mi, kim jest ta „pani Maria”, za którą mu tak tęskno?
– Może o mnie myślał? – zaszemrała dobra pani Gąsowska.
– Przecie tobie na imię Ewa?
– Mógł zapomnieć…
– On?! Nie, on by nie zapomniał. A mówił do mnie dziesiątki razy: „pani Ewa prosi na obiad…”, „pani Ewa jest zmęczona…” Nie, nie! W tym coś tkwi, ale co? Jak myślisz? – zapytał, zwracając się do matematyka.
– Pokaż mi ten list! – zagrzmiał brat.
Przyjrzał się bacznie pismu i mówił:
– Nie to mnie dziwi, że pomieszał imiona… Mógł naprawdę zapomnieć. Wiatr hula po młodej głowie… Zastanawia mnie jednak szyk tych kilku zdań, porwany, krótki, istotnie jakiś sztuczny. I zastanawiają mnie te nierównej długości wiersze2. Żaden prawie nie dociera do samego brzegu kartki i czym prędzej przenosi się na lewą stronę. Zazwyczaj piszący dociera ze swym słowem do brzegu, a skoro mu miejsca nie starczy, dzieli słowo i drugą jego część przenosi. Tak podobno czyniono za moich czasów. Ten młodzieniec jednak nie podzielił żadnego słowa. Zaraz!… Czuj duch!3 Dlaczego on tak uczynił?
– Musiał mieć w tym jakiś cel! – rzekł profesor z pośpiechem. – On zawsze ma jakiś cel!
Matematyk, nie zwracając uwagi na okrzyk profesora, zagłębił się w dociekaniu.
– Twierdzicie uparcie, że to mądra głowa. Przyjmijmy to jako pewnik. Przeto mądra głowa, pisząc zamiast Bejgoła – Ejgoła, pragnie, aby na to zwrócono uwagę. Tak czy nie?
– Możliwe! Możliwe! A skądżeż znowu ta Maria?
– Przypuszczam, że Maria zjawiła się z tego samego powodu. Albo też nie! Maria musiała mu być potrzebna! Potrzebna, mówię! Jeśli nie cała, to przynajmniej… Tak, tak! – zakrzyknął z triumfem, powiewając listem. – Tak samo jak mu była potrzebna Ejgoła. E było mu potrzebne i M było mu potrzebne… Ależ to lis, to lis! Patrzcie i czytajcie pierwsze litery z góry ku dołowi.
Profesor czytał powoli i dobitnie:
Strzeżcie DOMU
| Wszyscy uczestnicy rozmowy od początku wykazali zainteresowanie listem od Adasia. | |
| Rodzinie Gąsowskich udało się odczytać zaszyfrowaną w liście wiadomość. |
| List Adasia wywołał u brata profesora Gąsowskiego różnorodne reakcje. | |
| Brat profesora Gąsowskiego zauważył w liście błąd w nazwie miejscowości. |
Użyte przez matematyka sformułowanie Wiatr hula po młodej głowie ma znaczenie [A / B]. Brat profesora Gąsowskiego użył go, aby zwrócić uwagę na [C / D] młodych ludzi.
Adaś znalazł sposób, aby ostrzec rodzinę Gąsowskich o niebezpieczeństwie. Można zatem o nim powiedzieć, że
7.1. Matematyk, mówiąc o Adasiu, użył sformułowania Ależ to lis, to lis!. Uzasadnij, że słowa te dobrze charakteryzują Adasia.
7.2. Wybierz bohatera lektury obowiązkowej, którego można określić słowami Ależ to lis, to lis!. Podaj tytuł lektury oraz jej bohatera. Uzasadnij wybór, przywołując sytuację z lektury.
W zdaniu To serdeczne chłopczysko, a list jest niemalże oschły. podkreślony wyraz jest [A / B]. Aby zachować sens wypowiedzi profesora, podkreślony wyraz można zastąpić słowem [C / D].
11.1. Podaj tytuł lektury obowiązkowej, z której pochodzi powyższy fragment.
11.2. Odwołując się do znajomości całego utworu, napisz, przed czym Marley chce ostrzec głównego bohatera.
Śmiech. Sprawia, że rozpromieniamy się, rozluźniamy. Zbliża nas do innych. Pozwala zdystansować się od problemów. Wiemy, że za jego sprawą czujemy się dobrze, a mimo to często go nie doceniamy. Tymczasem głęboki, intensywny śmiech pomaga uwolnić się od napięć, a w odpowiedniej dawce może nawet uzdrawiać!
Najlepszym dowodem na to jest historia pewnego amerykańskiego dziennikarza Normana Cousinsa. Stwierdzono u niego poważną chorobę stawów. Diagnozy lekarskie nie pozostawiały złudzeń: w krótkim czasie stawy Cousinsa ulegną zwapnieniu. Do tego skazany będzie przez resztę życia na silny ból. Dziennikarz uznał, że nie może na to pozwolić. Że musi być jakieś rozwiązanie… Opuścił szpital z postanowieniem, że je znajdzie. Zaczął się leczyć na własną rękę. Jak? Otóż oglądał komedie i filmy kręcone z ukrytej kamery. Śmiał się do rozpuku, cieszył się każdym gagiem1 – aż przestał myśleć o chorobie. I stopniowo ból ustępował... Ponieważ badania potwierdziły, że stan zdrowia Cousinsa się poprawił, dziennikarz dalej kurował się po swojemu. Zaczął ćwiczyć, zmienił dietę. I oglądał komedię za komedią, serwując sobie kolejne dawki śmiechu. Wreszcie wyzdrowiał. Nie dość, że wrócił do codziennych czynności, to jeszcze opublikował książkę, w której opisał mechanizmy swojego zdrowienia i regeneracji.
Chyba każdy miał okazję się przekonać, że po wybuchach śmiechu świat wydaje się piękniejszy, a wyzwania – prostsze. Nic dziwnego: dzięki śmiechowi poprawia się krążenie krwi i dotlenienie organizmu, spada poziom stresu, wzrasta poziom energii i odporność.
Te właściwości śmiechu wykorzystuje klaunoterapia – metoda, którą wprowadziło wiele szpitali na całym świecie i która polega na rozśmieszaniu pacjentów, najczęściej małych. Rolę klaunów odgrywają wolontariusze: by dać chorym dzieciom uśmiech i nadzieję, zakładają ogromne czerwone nosy i się wygłupiają. Oglądając ich występy, mali widzowie mogą poczuć lekkość, radość, beztroskę. Mogą zapomnieć o chorobie, bólu, strachu... Mogą po prostu poczuć się lepiej.
Kiedy się śmiejemy, korzysta na tym nie tylko ciało – rośnie również koncentracja i poprawia się pamięć. Śmiech sprzyja przyswajaniu wiedzy, ale też wzrostowi pewności siebie. Ułatwia komunikację z innymi – bo kiedy jest wesoło, łatwiej się porozumieć… Tym bardziej że śmiech jest przecież zaraźliwy! Widać to szczególnie na zajęciach z coraz popularniejszej jogi śmiechu. Podczas takich spotkań prowadzący śmieje się, porusza ciałem, robi zabawne miny, pokrzykuje, a inni go naśladują. To wystarczy, by po paru chwilach wszyscy byli rozbawieni i rozluźnieni. Co ciekawe, nasz mózg nie widzi różnicy między naturalnym śmiechem a takim wywołanym mechanicznie. Potwierdza to eksperyment polegający na trzymaniu ołówka w zębach. Dzięki temu, że kąciki ust wędrują wtedy do góry (jak przy uśmiechu), już po kwadransie trzymania ich w tym ułożeniu poprawia się nasze samopoczucie. Nie wierzycie? Sprawdźcie! Może taką sesję śmiechu – jak podczas jogi lub eksperymentu z ołówkiem – warto zorganizować w gronie przyjaciół?
Dobrze wiedzieć, co nas rozśmiesza. Film? Książka? Piosenka? A może komiks, kabaret... To już zależy od nas! W trudnym momencie warto po to sięgnąć.
| Autorka stwierdza, że ludzie często nie dostrzegają wartości śmiechu. | |
| Z tekstu wynika, że warto wiedzieć, co może nas rozśmieszyć. |
Czasownik Sprawdźcie! w zakończeniu 4. akapitu został użyty w trybie [A / B]. W ten sposób autorka [C / D] zaleceń dotyczących śmiechu.
Zdanie 1.
Zdanie 2.